Już od paru dni mamy za sąbą pierwsze kroki we wiośnie. To czas Ducha Potrzeby Zmian a co za tym idzie odnowy i postanowień. Nigdy nie bawiłam się w postanowienia świąteczne czy też noworoczne. Dla mnie to właśnie wiosna jest porą na kontemplację własnej rzeczywistosci i snów. Muszę trenować silną wolę - czyli to co we mnie jest najsłabsze. Wiąże się z tym jeszcze kilka innych postanowień, ale bez silnej woli każde z nich rozdziobią wróble.
Nie lubię świąt kościelnych. Wychowana według wiary kościoła Rzymskokatolickiego niegdyś ściśle przestrzegałam jego zasad. Żyło mi się lepiej bo przecież wszystko można zwalić albo na Boga albo na Szatana. Można się też uciec albo do jednego, albo do drugiego - bądź trzeciego. Nie zapominajmy też o świetych. Każdy z nich może się przydać. Ambroży od pszczół, Barnaba od gradu, Bladyna od pomocy domowych, wreszcie Brunon Kartuz od obłakanych czy Filomena od egzaminów. Jeśli coś się zmaluje i z tego powodu ma sie wyrzuty sumienia zawsze mozna iść do oczyszczającej spowiedzi i obiecać poprawę. Zmienia się jedynie schemat grzechu - on sam nie zmienia się bardziej od swojego imienia. A co jeśli coś uznanego przez kściół za grzech jest jedną z nawiększych radości naszego życia. jak można żałować czegoś nam najmilszego? Święta wielkanocne czy Bożonarodzeniowe to świetna okazja do spowiedzi dla tych co jej nie lubią z wiadomych przyczyn (kiądz, wstyd, brak czasu itp.). Razem z Jezusem zmartwychwstają (w drugim przypadku - rodzą się) nasze uwolnione od grzechu dusze. Dusze które już podczas drogi do kościoła koło dupy mają cały obrządek. ich myśli zajmują sprawy przyziemne ( "ilu gości przyjedzie?", "czy wystarczy wódki?", "ksiądz będzie długo trzymał, czy zdążę z gotowaniem?", "ciekawe co Marysina na siebie założyła?"). Zostawiając kwestię "odnowy". Wielkanoc jednak znoszę lepiej od Bożego Narodzenia. Oczywiście myśli się też głównie o pieniądzach i żarciu, ale te święta dalece mniej skomercjalizowane. Zajączki i baranki to zabawa dla dzieci oraz marionetki świata Medii i handlu. Toż samo dzieje się z Jezuskiem, Mikołajem i Aniołkami jednakże są one pewnymi odnośnikami duchowymi. Coś w co wierzymy pomimo iż nie widzimy - barana i zająca dopadniesz na łące i nie będzie to postać Jezusa czy magicznego zająca z jajkami (nie obrażając panów zajęcy i baranów). Ludziom wmawia się, że w każdym z nich jest Bóg, Jezus i Duch Święty (co dla mnie, wliczając E.,C.,G. - jest zbyt dużą liczbą). Aniołom powierzamy czasami nasze tajemnice, uwielbiamy je bądź przeklinamy. Zaś św. Mikołaj to prawdziwa persona zapisana w historii. Boże Narodzenie to zapach cynamonu, blask świateł z choinki, biały puch, szelest sianka pod chlebem i ciepło kominka. Spokój i harmonia. Święta wielkanocne jeśli się w nie wczuć mają specyficzny klimat. Wszechogarniająca groza smutku. Choć wiemy że "zmartwychwstał" to siedzi w nas pomruk oczekiwania i mrowie niepewności. Łzy radości, że nasz bohater jednak nie umarł i może nas uratować. Zapach kadzidła, minorowe nuty pasyjne i żal - dla mnie to magia której pewnie już nie doświadczę.
Wybór świadomy. Z miłości do paru istnień.
Siedzi we mnie niewysłowione. Tak bym chciała móc opisać niezrozumiale dla innych i mnie samej rzeczy, które drążą we mnie korytarze zawirowań emocjonalnych. Nie jest to jednak takie proste. Mimo wysiłków i starań wciąż nie mogę porównać "uczucia" z tekstu do "uczucia" w duchu. W mojej głowie siedzi wiele języków. Rozumiem je, ale nie potrafię tej mowy przełożyć na żadną inną - zrozumiałą dla człowieka.