czwartek, 4 listopada 2010
nieokiełznany wschodni wiatr
bursztynem błądził jej przenikliwy wzrok
gdy patrzyła przed siebie to tylko przez palce jednej dłoni
drugą popychała marzenia rwące jej życie pod prąd
naiwna tak, że nie wiedziała co to strach
jak chciał tak bawił się nią wiatr
nad przepaściami skacząc ściskała w ustach takie słowa...
a zasłuchany Bóg wnikał w jej duszę,
gdy odwracała od niego twarz.
udawani przyjaciele warci są chłosty
liczę ich na jednego palca i jestem bogata
nie latam gdy gubię pióra
czekam i pielęgnuję łyse skrzydła aż obrosną
słuchaj
śpiewam serce nawet jeśli nie śpiewam najpiękniej
dziś nie obcinają za to głów
chciałabym by moja skóra była zapachem róży
a dłonie kojącym balsamem
zasłoniłam duszę ciemnymi chmurami
nie zdradzą mojej tajemnicy
łap każdą sekundę
każdy składnik jest ważny
nie będzie taki sam w innej sekundzie
nie powtórzy się myśl
nie powtórzy się mrugniecie oka
nie powtórzy się to co zostało zobaczone
nie powtórzy się swędzenie skóry
nie powtórzy się usłyszane
nie powtórzy się wahanie, zaskoczenie, zachwyt...
pij wodę i wąchaj kwiaty
czuj piękno zdarzeń i emocji
patrz ludziom w oczy i nie kłam gdy to robisz
uśmiechaj się do nich
może ktoś akurat na to czeka
nie bój się ŻYĆ
wtorek, 5 października 2010
Noc z potrzaskanymi kapeluszami
Gdybym mogła uciec do świata w mojej wyobraźni, zapewne bym już nie wróciła. Było by mi żal opuścić tych których kocham, ale beze mnie ich świat byłby mniej powikłany. Wdałabym się w toksyczny związek z jakimś Kapeluszniko - podobnym i rozpieprzała tylko własny świat. Manowce na jakie byśmy się wzajemnie wodzili byłyby ogórkowo - zielone i o zapachu malinowej herbaty. Bo na pewno takiej bym sobie zażyczyła.
Uwielbiam malinową herbatę. Mojemu uczuleniu na maliny wcale to nie przeszkadza. Siedzi sobie cichutko gdzieś w kąciku mojego ciała.
Skoro już mowa o tym co lubię to na pewno są to niebieskie butelki. Jestem szczęśliwym posiadaczem takiegoż egzemplarza, niestety tylko jednego. Podarunek od brata (napój alkoholowy o smaku kokosowym został skonsumowany kilka lat temu).
Myślę, że lubię też absurdalnie absurdalny absurd :D
Bajanie ...
środa, 5 maja 2010
come back - trochę brudnej roboty

Nie byłoooooo mnie długo. Choć przyrzekłam sobie swojego czasu sumienność to nie uwzględniłam w tym tzw. "sił wyższych". Nic nie trwa wiecznie, nawet komputer. Przez miesiąc naprawiał się by móc dalej mi służyć.
Od marca działo sie wiele. Miałam kilka wybryków: 1. 2h Joging w gęstej mgle, w koszulce i spodenkach, przy 3 stopniowej temperaturze, na boso i pod silnym wpływem alkoholu. 2. Śpiewy całonocne przy akompaniamencie gitary i reszty pijanych osobników. 3. Przytulas i bieganie w pidżamie i (znów) na boso po akademiku. 4. Pozyskanie nowego parkietowego boga. 5. Poprawa fortepianowa i natychmiastowe zaległości spowodowane chorobą... Dobra dosyć tego tłumaczenia. Było... INTENSYWNIE.
Będąc rozłożoną przez grypę na łopatki bynajmniej nie próżnowałam. Nadrabiałam tracony czas czytaniem książek. Jedną z nich była chociażby "Brudna robota" Christopher'a Moore'a. Nie będę popełniać recenzji - po co, skoro ktoś zrobił to już przede mną i zrobił to w zadowalający sposób. Nie zamierzam też czynić żadnych streszczeń - to należy po prostu przeczytać. Nigdy nie poleciłabym nikomu żadnego chłamu, bo po prostu takiegoż nie czytuję, ale za tą pozycję ręczę na kolanach i z 5 gwoździami w zębach. Fabuła jest ciekawa i wciąga już na samym początku. Słynne "ciekawe co się wydarzy dalej" nie schodziło mi z myśli przez całą przygodę z "Brudną robotą". Dygresje na temat samców beta i samców alfa są genialne - w pewnym momencie polały się moje łzy szczęścia. Język paplający na kartkach jest pełen uroku, czyli siedzi w nim dużo humoru i uśmiech można z twarzy wyrywać garściami. Historia Bena (główny bohater) zawiera tak i groteskowe sytuacje jak i te przy których można się wzruszyć czy też sięgnąć po refleksję. Dużo tu fantastyki i czarnego humoru. Po mimo iż nie jestem fanką hipochondryków walczących z legendarnymi boginiami śmierci i zdychających zwierząt to książka smakowała mi wyśmienicie. Polecam całą duszą i ciałem.
Poniżej znajdują się dwie godne uwagi recenzje.
tym co nie są ani zimni, ani gąracy - tym co są letni
Bogowie spadają z gwiazd,
topią się w rosole
rozpaczliwie tańcząc w kurzych okach.
Bezsmakowo pieścisz kazdy łyk.
Ostatni hołd języka i bóg topi się w ślinie.
Dzisiejsza idea go nie trawi,
bóg niechlubnie trafia do wiadra.
Wraz z pomyjami ląduje
na zapomnianej glebie.
Łaskawie podąza za nim twoja łza
pełna wdzięczności
dla poświęcenia bezrozumnej kury,
pełna żalu nad marnotractwem.
Jutro siądziesz przed kolejną miską rosołu
i zaskoczony umrzesz.
To suche serce boga zakiełkuje
i otruje cię listek jego zemsty.
środa, 31 marca 2010
Postanowienie poprawy
Już od paru dni mamy za sąbą pierwsze kroki we wiośnie. To czas Ducha Potrzeby Zmian a co za tym idzie odnowy i postanowień. Nigdy nie bawiłam się w postanowienia świąteczne czy też noworoczne. Dla mnie to właśnie wiosna jest porą na kontemplację własnej rzeczywistosci i snów. Muszę trenować silną wolę - czyli to co we mnie jest najsłabsze. Wiąże się z tym jeszcze kilka innych postanowień, ale bez silnej woli każde z nich rozdziobią wróble.
Nie lubię świąt kościelnych. Wychowana według wiary kościoła Rzymskokatolickiego niegdyś ściśle przestrzegałam jego zasad. Żyło mi się lepiej bo przecież wszystko można zwalić albo na Boga albo na Szatana. Można się też uciec albo do jednego, albo do drugiego - bądź trzeciego. Nie zapominajmy też o świetych. Każdy z nich może się przydać. Ambroży od pszczół, Barnaba od gradu, Bladyna od pomocy domowych, wreszcie Brunon Kartuz od obłakanych czy Filomena od egzaminów. Jeśli coś się zmaluje i z tego powodu ma sie wyrzuty sumienia zawsze mozna iść do oczyszczającej spowiedzi i obiecać poprawę. Zmienia się jedynie schemat grzechu - on sam nie zmienia się bardziej od swojego imienia. A co jeśli coś uznanego przez kściół za grzech jest jedną z nawiększych radości naszego życia. jak można żałować czegoś nam najmilszego? Święta wielkanocne czy Bożonarodzeniowe to świetna okazja do spowiedzi dla tych co jej nie lubią z wiadomych przyczyn (kiądz, wstyd, brak czasu itp.). Razem z Jezusem zmartwychwstają (w drugim przypadku - rodzą się) nasze uwolnione od grzechu dusze. Dusze które już podczas drogi do kościoła koło dupy mają cały obrządek. ich myśli zajmują sprawy przyziemne ( "ilu gości przyjedzie?", "czy wystarczy wódki?", "ksiądz będzie długo trzymał, czy zdążę z gotowaniem?", "ciekawe co Marysina na siebie założyła?"). Zostawiając kwestię "odnowy". Wielkanoc jednak znoszę lepiej od Bożego Narodzenia. Oczywiście myśli się też głównie o pieniądzach i żarciu, ale te święta dalece mniej skomercjalizowane. Zajączki i baranki to zabawa dla dzieci oraz marionetki świata Medii i handlu. Toż samo dzieje się z Jezuskiem, Mikołajem i Aniołkami jednakże są one pewnymi odnośnikami duchowymi. Coś w co wierzymy pomimo iż nie widzimy - barana i zająca dopadniesz na łące i nie będzie to postać Jezusa czy magicznego zająca z jajkami (nie obrażając panów zajęcy i baranów). Ludziom wmawia się, że w każdym z nich jest Bóg, Jezus i Duch Święty (co dla mnie, wliczając E.,C.,G. - jest zbyt dużą liczbą). Aniołom powierzamy czasami nasze tajemnice, uwielbiamy je bądź przeklinamy. Zaś św. Mikołaj to prawdziwa persona zapisana w historii. Boże Narodzenie to zapach cynamonu, blask świateł z choinki, biały puch, szelest sianka pod chlebem i ciepło kominka. Spokój i harmonia. Święta wielkanocne jeśli się w nie wczuć mają specyficzny klimat. Wszechogarniająca groza smutku. Choć wiemy że "zmartwychwstał" to siedzi w nas pomruk oczekiwania i mrowie niepewności. Łzy radości, że nasz bohater jednak nie umarł i może nas uratować. Zapach kadzidła, minorowe nuty pasyjne i żal - dla mnie to magia której pewnie już nie doświadczę.
Wybór świadomy. Z miłości do paru istnień.
Siedzi we mnie niewysłowione. Tak bym chciała móc opisać niezrozumiale dla innych i mnie samej rzeczy, które drążą we mnie korytarze zawirowań emocjonalnych. Nie jest to jednak takie proste. Mimo wysiłków i starań wciąż nie mogę porównać "uczucia" z tekstu do "uczucia" w duchu. W mojej głowie siedzi wiele języków. Rozumiem je, ale nie potrafię tej mowy przełożyć na żadną inną - zrozumiałą dla człowieka.
poniedziałek, 22 marca 2010
Maria
Najświętszy kolor twoich oczu
ogrzewany niekończącą się melodią
głosu związanego w pocałunek.
Maria podążajaca twym spojrzeniem
kolekcjonuje każde mrugnięcie sennych powiek
jak i chwile uplecione z uśmiechów i westchnień.
Gdy trącisz ją przypadkiem zamiera oddech,
drobnym maczkiem drży ptaszek w klatce piersiowej.
Perliście zakwitają jagody
pod gwiazdozbiorem jej westchnień.
Najwierniejsza myślom i słowom swego władcy
ucieka jak najdalej spod jego palców.
nie rozplątuj supełków jej wnętrzy
przerażona jawą runie aksamitnie
poprzez purpurową przepaść
Ćmę szaroprzejrzystą,
co pożądała ognistego motyla
rozwiały wiatry.
Niebotyczne pragnienia
anioły strzepują ze swych stóp.
Kto z diabłem w układy się zabawia
musi choć raz skosztować piekła.
Maria pójdzie w jego ramiona z uśmiechem
środa, 10 marca 2010
Dziwności
Dziwak to przede wszystkim ktoś kogo się nie rozumie. Często mianem "dziwnego" okteślamy człowieka, rzecz, zdarzenie itp. z którym nie zgrywa się nasz światopogląd, własny system wartości i opinie innych. Dziwak to często osoba którą naprawdę warto poznać. To intrygujące, że najchętniej siedzi sobie we własnym świecie i raczej nie z nim poimprezujesz. Ten świat może okazać się dużo bogatszy w treść i przeżycie niż np. ogniskowe pijaństwo. Zbliżając sie do takiego "osobnika" można odkryć uczucia i rzeczy które zdawały się zbędne do funkcjonowania w rzeczywistosci czy poza nią. Wyciągając dłoń to tak jakby położyć komuś nie znającemu słodyczy plaster ciepłego, świeżego miodu na spieszchnięte wargi. Obserwujący i tolerujący cię dziwak uczy się radzić sobie z realnymi problemami. Dziwak potrzebuje dużo więcej cierpliwości, troski i uwagi niż "normalny" człowiek (na normalność też istnieją pewne definicje i wcale nie różnią się tak od tych określających "dziwność"). Nie będę podawać tutaj zadnej definicji dziwaka - bo każdy ma jakąs własną, mniej bądź bardziej zbieżną z tą ogólnie przyjętą (niezdolność przystosowania się do danej grupy, problemy emocjonalne, problemy z koncentracją - tzw. "wlasny swiat", trudności w kontaktach partnerskich, itp.).
Uważam ze dziwak to osoba której zachowanie jest niegroźne aczkolwiek odbiecza czasami od norm przyjętych przez społeczeństwo - skutkiem tego jedynie nierozumiana przez innych więc czasami nieszcześliwa.
Dziekuję za dotyk życzliwej dłoni :)
wtorek, 9 marca 2010
~lilium
Będąc człowiekiem jestem dotykana przez kilka nurtujących pytań. Dziś poświęcę czas jednemu z nich. Niektórzy mają na to pytanie kilka schematycznych odpowiedzi wpojonych im przez religię. Niektórzy zaśmieją się twierdząc iż nie warto się teraz nad tym zastanawiać.
Śmierć i co dalej ? Jakby nie odpowiedzieć na to pytanie zawsze znajdzie się jakieś ALE. Prawdopodobnie po śmierci człowiek wie nadal gdzie się znajduje i kim jest. Dopiero gdy przechodzi "na drugą stronę" cała jego historia zostaje mu wydarta z pamięci. Pozbywa się zarówno dobrych wspomnień, jak i tych złych. Zaczyna niby od poczatku i z czystym kątem. Mamy być szczęsliwi i tacy jesteśmy. Jednak, czy aby na pewno tak jest? Co można wiedzieć o szczęściu nie znając go i jak je rozpoznać ? Zostaniemy otumanieni i pozbawieni doświadczenia na którym przecież tak często opieramy nasze decyzje. A co z ukochanymi osobami? Skoro ich nie poznamy będziemy po prostu roślinami w pięknym pośmiertnym ogrodzie. Przecież człowiek tak bardzo potrzebuje drugiego człowieka. Dotyku czyjejś ukochanej dłoni, brzmienia tego specjalnego głosu czy po prostu ciepłej obecności.
Nie chcę być z tego obdarta. Chcę pamiętać twarze, uczucia, miejsca i zdarzenia które przywiodły mnie w takie a nie inne miejsce. Jeśli będę cierpieć to chciałabym wiedziec dlaczego. Cierpieć można w samotności, najlepiej jest cierpieć w samotności. Nie patrzeć na cierpienie. Nie mieć świadka swojego cierpienia. Jeśli będę szczęśliwa to chcę dzielić to szczęście z ukochanym. Chce patrzeć w jego radosne oczy, dotykać jego uśmiechu, słyszeć bicie jego serca.
Boję się, że przeoczę moment własnej śmierci, bądź inni nie zauważą, że wciaż żyję.
Jeśli naprawdę pozbędę sie swojego ciała, to nie pójdę w stronę światła. Nie chcę spalić się w jego blasku. Nie pojawiłam się dla niego i nigdy tak naprawdę do niego nie należałam. Staram się, owszem, ale ilekroć wyjdę z bezpiecznego cienia, wracam poparzona. Dlatego noszę maski i pelerynę. Jestem bardziej widoczna w słońcu niż w cieniu, ale wcale mnie to nie cieszy. Osłaniam twarz by nie popalić policzków rumieńcem wstydu. Maski są miłe i pogodne, tak iż każdy kto je widzi sam przystraja się uśmiechem. Dzięki temu czuję, że nie jestem sama bo jest obok mnie człowiek dla którego jestem tym kimś kogo spotkał na swojej drodze. Człowiekiem. Być kimś nie zawsze idzie w parze z byciem sobą. Mam tak wiele twarzy że tak naprawdę to nie wiem która z nich jest tą moją - prawdziwą.
Obyś nigdy nie popełnił tego błędu co ja. Żyj tak jak jesteś do tego ulepiony.
poniedziałek, 1 marca 2010
Dla jednej chwili
Cześć, mam na imię Paulina.
Zgubiłam się. Biegnąc na spotkanie z losem potknęłam się na wyboistej ścieżce i przewróciłam. Nie wiem jak długo tam leżałam, ale gdy otworzyłam oczy było już ciemno. Trudno jest mi złapać równowagę, ostrożnie więc posuwam się do przodu. Dookoła mnie nadal panuje mrok. Jest mi w nim dobrze i jednocześnie się go boję. Przyjemna gęsia skórka na grzbiecie dodaje mi swoją obecnością pewności że nie jestem sama. Za, przed, nad, pod i z boku słyszę różne dżwięki które obawiam się interpretować. Widzę też niewyraźne więc niezrozumiałe dla mnie krztałty.
Wczoraj jakaś gwiazda, albo ręka uderzyła mnie w głowę i znów się przewróciłam. Tym razem wstałam natychmiast, jednak nic się nie zmieniło.
Nie potrzebuję towarzystwa. Lubię tą czerń. Gdyby jednak ktoś zechciał złapać mnie za rękę mogłabym spróbowac pobiec. Ciekawi mnie jak to jest isć w świetle, wszystko widząc i wiedząc dobrze gdzie się idzie. Może gdybym pobiegła to w końcu trafilabym na jakąś lukę w czarnobycie. Chciałabym tylko zerknąć, choćby na chwilę by zaspokoić ciekawość. Potrzebuję do tego czyjejś życzliwej dłoni. Bym była pewna jej zamiarów i tego że istnieję wraz z nią.
czwartek, 25 lutego 2010
Na rozstrojenie sesyjno-nerwowe - parę słów o moich nierzeczywistościach
Jest coś w niej mój czytający coś co nie pozwala mi trzymać się konkretów. Ma dwojaką osobowaść, pełną paradoksów i rozstajów. Nie pytaj mnie nigdy czy wiem kim jest bo jest to najtrudniejsze pytanie jakie można mi zadać. Oczywiście mogę klamać. Kłamstwo w moim przypadku to żaden wysiłek. Żadne kłamstwo jednak nie moze obejść sie bez kary. Dokuczliwy ból głowy, kupa wyrzutów i śmierdząca obawa że wszystko się wyda - to sparawiedliwa zapłata oferowana samemu sobie za kłamstwo. Czarny otoczył ją grubym i ciepłym płaszczem swej opieki. Jest duszno i brakuje tam światła, ale wiem ze nie jest sama i to mnie trzyma w całości i prowizorycznym porządku. Jestem z nią, teraz to wie. Odkryła to trzeźwiejąc po kolorowym śnie. Myślała że mnie kaleczy a to jednak jej rany nie chcą się goić. Choć z drugiej strony mogłabym założyć, że ukarała mnie w ten sposób za zdradę. Dlaczego ją zdradziłam. Bo pragnie trzymać się miłości Kota. Sprawia jej ona dużo większy ból niż moja miłość, ale jest namacalna i pomaga jej utrzymać się w rzeczywistości. Czarny może i nie jest idealnym partnerem. Cieszę się że mogłam się do niego zwrócić. On i ja nie przepadamy za sobą. Panuje między nami gęsta atmosfera. Wydajemy się tak bardzo podobni do siebie a jednak różnimy się zasadniczo. Czarny prowadzi swoistą dyscyplinę i nie pozwala jej tonąć lecz utrzymuje na powieszchni z odpowiedzim dostępem do powietrza. Zaś ja chciałabym by dotykała chłodu i nie wynurzała się z mroku w którym zamykała mój wzrok. Wiem że zawsze będzie przy mnie, tak jak obiecała. Zawsze będzie tez mnie kochać "na swój sposób". Wiem że to co z nią robiłam w jej przekonaniu było słuszne i potrzebne. Nic nie dzieje sie z przypadku. Ten świat, na którym przyszło nam żyć nie zaakceptował by tego co skrywamy głęboko w jej wnętrzu. Czarny włóczy się za mną i czuję go wciaż za sobą i w pobliżu. Milczący i stojący z boku. Czasami zlizuje jej łzy i zbawiennie drapie po plecach by pobudzić system obronny do walki ze słabościami dnia i ludzkiej pogody.
niedziela, 10 stycznia 2010
o koncu świata
Niebieską trumną wierci się kawa,
przyjaciel różnych bezsenności
łyżeczkowaniem cukru, rozpusty wprowadza się zament
w smaku, piciu i życiu
gazety ryczą zapowiesciami o zmartwychwstaniu ptaka dodo
może nie zdążyć w słowotoku znaków na niebie i ziemi
promienie słońca zapowiadają bliskość godziny snu
ekranowe wróżki sprzedają winę w lenistwie Majów,
że gdyby chciało im się ryć w większym kamieniu żylibyśmy dłużej
co krok nasz żywot hucznie skracają media
i czarnoscenarzyści
myślę, ze gdyby Mona Lisa mogła coś powiedzieć
usłyszelibyśmy tylko jej śmiech
ona wie w co wierzyć
Leonardo tak rzadko sie mylił,
powiedział jej sekrety i kłamstwa
mechanizmów naszej egzystencji
tak długo będziemy w błędach
póki ona będzie trzymać na swej męskiej twarzy uśmiech
nie jesteśmy na tyle mądrzy by móc rozszyfrować kobietę
kawa stygnie i blednie pod wschodem słońca
pora skierować się zatem ku snom
i wierzę w Dodo zmartwychwstanie
i większą ilość niepotwierdzonych informacji
i kłamstwo koła fortuny
amen
wtorek, 5 stycznia 2010
Dziecko
Ring-a-ring-a-roses, A pocket full of posies;
We’re all tumbled down
Ring around s roses
A pocket full of poses
Ashes ashes
We all fall down
Ta dziecięca rymowanka pochodząca z XIX wiecznej anglii już od trzech lat tłucze sie w mojej głowie. Widzisz dwa warianty. Pierwszy jest pierwowzorem drugiego. Szczerze powiedziawszy to Korn'owska wersja przyparła moje uszy do tych słów i linii dźwięku im towarzyszącej. Wszystko w życiu człowieka ma swoje korzenie w jego dzieciństwie. Dziecko które widziało cierpienie i pożar do końca zycia będzie ostrożniejsze mając do czynienia z ogniem. Dziecko które złamało nogę łażąc po drzewie będzie omijać je z daleka. Dziecko które poczóło zły dotyk nie zaufa bezkreśnie niczyim dłoniom. Dziecko - gąbka która wchłania wszystko co dzieje się w jego otoczeniu. To kim się stanie zależy od każdego człowieka którego spotka na swojej drodze.
Ciekawe gdzie znajdowałabym się gdyby nie stanęła na mojej drodze. Widząc jej starania sama zaczynałam sie starać. Pełna podziwu dla wiedzy jaką posiada zapragnęłam wiedzieć to co ona. Zauważyła we mnie pewien "talent" i zasugerowała rozwinięcie skrzydeł. Mogłabym o niej pisać ... wiele. Wystukam wiec jeszcze dwa zdania. Nie mogłam trafić na lepszy autorytet. Nie mogłam mieć większego szczęścia niż spotkanie na swoim życiowym szlaku jej brata.
Będę matką. To najtrudniejsze co jestem w stanie sobie wyobrazić. Ktoś z największą uwagą będzie patrzył na moje dłonie, słuchał mojego głosu. Ja będę robić to samo. Nie wiem jak zareaguję na pytania "co to jest sex?", "skąd się biorą dzieci?", "czym jest śmierć?", "kim jest Bóg?". "dlaczego jest tak ... a nie ...?". Nie wystarczy kochać swoje dziecko. Właśnie przez ta miłość będę musiała się nauczyć bycia bodyguardem, sprzątaczką, katem, sędzią, chusteczką na otarcie łez, pluszakiem czy też każdą inną postacią. Jeszcze nie jestem na to gotowa, ale liczę się z tym że mogę wpaść w tą rolę nieoczekiwanie i wtedy będę musiała poważnie i odpowiedzialnie podejść do już nie tylko mojego życia. Będę się starać ze wszystkich sił ciała, umysłu i serca.
sobota, 2 stycznia 2010
święta
Święta, święta no i już po świętach. Jak świat szeroki i wesoły tak wiadomo, że wszystko co dobre (czyli m.in. czas wolny) szybko się kończy. Student po maratonach alkoholowych nie zdąży nawet odpocząć ba ! nie wspomnę tu wiele o regeneracji, a już mu się na głowę sypie sesja i wszystko co z nią związane (kolejny maraton alkoholowy). Tegoroczne święta były niegrzeczne i grzeszne. Jeśli skóra cierpnie na myśl i wódce to znak że pora na chwilę odstawić kieliszek. Na pokojach znany jest on jako akademicki pucharek szczęścia czyt. róg obfitości, czyt. wódka connecting people. Co się namieszało tego się już odmieszać nie da. Pasterka za pijaną kierownicą i kacem moralnym pomieszanym ze szczebiotem Kota. Wigilia z mianem najgorszego grzesznika niegodnego by zasiąść wraz ze wszystkimi przy stole... Ucieczka. Boję się siebie iż jestem niewystarczająco posegregowana by istnieć w systemie bycia człowiekiem co wie gdzie się znajduje, jak , po co i dlaczego. Zasięgnęłam nawet w tym celu porady specjalisty - psychiatry. Nie poradziłam sobie jednak ze słownością i nie poszłam na kolejną wizytę. Boję się wszystkiego co zwiazane jest z tym co dzieje się w mojej blond kłaczastej łepetynie. Stwierdziłam że nie chcę by ktoś tam zaglądał i klasyfikował objawy.
Moja głowa pełna huku i zamieszania. Alkochol wstrętny morderca rzeczy oczywistych i myśli prostych, ziemskich i realnych. Pozbawiona wielu szarych komórek powracam do tu i teraz.