treści do przełknięcia
czwartek, 4 listopada 2010
nieokiełznany wschodni wiatr
bursztynem błądził jej przenikliwy wzrok
gdy patrzyła przed siebie to tylko przez palce jednej dłoni
drugą popychała marzenia rwące jej życie pod prąd
naiwna tak, że nie wiedziała co to strach
jak chciał tak bawił się nią wiatr
nad przepaściami skacząc ściskała w ustach takie słowa...
a zasłuchany Bóg wnikał w jej duszę,
gdy odwracała od niego twarz.
udawani przyjaciele warci są chłosty
liczę ich na jednego palca i jestem bogata
nie latam gdy gubię pióra
czekam i pielęgnuję łyse skrzydła aż obrosną
słuchaj
śpiewam serce nawet jeśli nie śpiewam najpiękniej
dziś nie obcinają za to głów
chciałabym by moja skóra była zapachem róży
a dłonie kojącym balsamem
zasłoniłam duszę ciemnymi chmurami
nie zdradzą mojej tajemnicy
łap każdą sekundę
każdy składnik jest ważny
nie będzie taki sam w innej sekundzie
nie powtórzy się myśl
nie powtórzy się mrugniecie oka
nie powtórzy się to co zostało zobaczone
nie powtórzy się swędzenie skóry
nie powtórzy się usłyszane
nie powtórzy się wahanie, zaskoczenie, zachwyt...
pij wodę i wąchaj kwiaty
czuj piękno zdarzeń i emocji
patrz ludziom w oczy i nie kłam gdy to robisz
uśmiechaj się do nich
może ktoś akurat na to czeka
nie bój się ŻYĆ
wtorek, 5 października 2010
Noc z potrzaskanymi kapeluszami
Gdybym mogła uciec do świata w mojej wyobraźni, zapewne bym już nie wróciła. Było by mi żal opuścić tych których kocham, ale beze mnie ich świat byłby mniej powikłany. Wdałabym się w toksyczny związek z jakimś Kapeluszniko - podobnym i rozpieprzała tylko własny świat. Manowce na jakie byśmy się wzajemnie wodzili byłyby ogórkowo - zielone i o zapachu malinowej herbaty. Bo na pewno takiej bym sobie zażyczyła.
Uwielbiam malinową herbatę. Mojemu uczuleniu na maliny wcale to nie przeszkadza. Siedzi sobie cichutko gdzieś w kąciku mojego ciała.
Skoro już mowa o tym co lubię to na pewno są to niebieskie butelki. Jestem szczęśliwym posiadaczem takiegoż egzemplarza, niestety tylko jednego. Podarunek od brata (napój alkoholowy o smaku kokosowym został skonsumowany kilka lat temu).
Myślę, że lubię też absurdalnie absurdalny absurd :D
Bajanie ...
środa, 5 maja 2010
come back - trochę brudnej roboty

Nie byłoooooo mnie długo. Choć przyrzekłam sobie swojego czasu sumienność to nie uwzględniłam w tym tzw. "sił wyższych". Nic nie trwa wiecznie, nawet komputer. Przez miesiąc naprawiał się by móc dalej mi służyć.
Od marca działo sie wiele. Miałam kilka wybryków: 1. 2h Joging w gęstej mgle, w koszulce i spodenkach, przy 3 stopniowej temperaturze, na boso i pod silnym wpływem alkoholu. 2. Śpiewy całonocne przy akompaniamencie gitary i reszty pijanych osobników. 3. Przytulas i bieganie w pidżamie i (znów) na boso po akademiku. 4. Pozyskanie nowego parkietowego boga. 5. Poprawa fortepianowa i natychmiastowe zaległości spowodowane chorobą... Dobra dosyć tego tłumaczenia. Było... INTENSYWNIE.
Będąc rozłożoną przez grypę na łopatki bynajmniej nie próżnowałam. Nadrabiałam tracony czas czytaniem książek. Jedną z nich była chociażby "Brudna robota" Christopher'a Moore'a. Nie będę popełniać recenzji - po co, skoro ktoś zrobił to już przede mną i zrobił to w zadowalający sposób. Nie zamierzam też czynić żadnych streszczeń - to należy po prostu przeczytać. Nigdy nie poleciłabym nikomu żadnego chłamu, bo po prostu takiegoż nie czytuję, ale za tą pozycję ręczę na kolanach i z 5 gwoździami w zębach. Fabuła jest ciekawa i wciąga już na samym początku. Słynne "ciekawe co się wydarzy dalej" nie schodziło mi z myśli przez całą przygodę z "Brudną robotą". Dygresje na temat samców beta i samców alfa są genialne - w pewnym momencie polały się moje łzy szczęścia. Język paplający na kartkach jest pełen uroku, czyli siedzi w nim dużo humoru i uśmiech można z twarzy wyrywać garściami. Historia Bena (główny bohater) zawiera tak i groteskowe sytuacje jak i te przy których można się wzruszyć czy też sięgnąć po refleksję. Dużo tu fantastyki i czarnego humoru. Po mimo iż nie jestem fanką hipochondryków walczących z legendarnymi boginiami śmierci i zdychających zwierząt to książka smakowała mi wyśmienicie. Polecam całą duszą i ciałem.
Poniżej znajdują się dwie godne uwagi recenzje.
tym co nie są ani zimni, ani gąracy - tym co są letni
Bogowie spadają z gwiazd,
topią się w rosole
rozpaczliwie tańcząc w kurzych okach.
Bezsmakowo pieścisz kazdy łyk.
Ostatni hołd języka i bóg topi się w ślinie.
Dzisiejsza idea go nie trawi,
bóg niechlubnie trafia do wiadra.
Wraz z pomyjami ląduje
na zapomnianej glebie.
Łaskawie podąza za nim twoja łza
pełna wdzięczności
dla poświęcenia bezrozumnej kury,
pełna żalu nad marnotractwem.
Jutro siądziesz przed kolejną miską rosołu
i zaskoczony umrzesz.
To suche serce boga zakiełkuje
i otruje cię listek jego zemsty.
środa, 31 marca 2010
Postanowienie poprawy
Już od paru dni mamy za sąbą pierwsze kroki we wiośnie. To czas Ducha Potrzeby Zmian a co za tym idzie odnowy i postanowień. Nigdy nie bawiłam się w postanowienia świąteczne czy też noworoczne. Dla mnie to właśnie wiosna jest porą na kontemplację własnej rzeczywistosci i snów. Muszę trenować silną wolę - czyli to co we mnie jest najsłabsze. Wiąże się z tym jeszcze kilka innych postanowień, ale bez silnej woli każde z nich rozdziobią wróble.
Nie lubię świąt kościelnych. Wychowana według wiary kościoła Rzymskokatolickiego niegdyś ściśle przestrzegałam jego zasad. Żyło mi się lepiej bo przecież wszystko można zwalić albo na Boga albo na Szatana. Można się też uciec albo do jednego, albo do drugiego - bądź trzeciego. Nie zapominajmy też o świetych. Każdy z nich może się przydać. Ambroży od pszczół, Barnaba od gradu, Bladyna od pomocy domowych, wreszcie Brunon Kartuz od obłakanych czy Filomena od egzaminów. Jeśli coś się zmaluje i z tego powodu ma sie wyrzuty sumienia zawsze mozna iść do oczyszczającej spowiedzi i obiecać poprawę. Zmienia się jedynie schemat grzechu - on sam nie zmienia się bardziej od swojego imienia. A co jeśli coś uznanego przez kściół za grzech jest jedną z nawiększych radości naszego życia. jak można żałować czegoś nam najmilszego? Święta wielkanocne czy Bożonarodzeniowe to świetna okazja do spowiedzi dla tych co jej nie lubią z wiadomych przyczyn (kiądz, wstyd, brak czasu itp.). Razem z Jezusem zmartwychwstają (w drugim przypadku - rodzą się) nasze uwolnione od grzechu dusze. Dusze które już podczas drogi do kościoła koło dupy mają cały obrządek. ich myśli zajmują sprawy przyziemne ( "ilu gości przyjedzie?", "czy wystarczy wódki?", "ksiądz będzie długo trzymał, czy zdążę z gotowaniem?", "ciekawe co Marysina na siebie założyła?"). Zostawiając kwestię "odnowy". Wielkanoc jednak znoszę lepiej od Bożego Narodzenia. Oczywiście myśli się też głównie o pieniądzach i żarciu, ale te święta dalece mniej skomercjalizowane. Zajączki i baranki to zabawa dla dzieci oraz marionetki świata Medii i handlu. Toż samo dzieje się z Jezuskiem, Mikołajem i Aniołkami jednakże są one pewnymi odnośnikami duchowymi. Coś w co wierzymy pomimo iż nie widzimy - barana i zająca dopadniesz na łące i nie będzie to postać Jezusa czy magicznego zająca z jajkami (nie obrażając panów zajęcy i baranów). Ludziom wmawia się, że w każdym z nich jest Bóg, Jezus i Duch Święty (co dla mnie, wliczając E.,C.,G. - jest zbyt dużą liczbą). Aniołom powierzamy czasami nasze tajemnice, uwielbiamy je bądź przeklinamy. Zaś św. Mikołaj to prawdziwa persona zapisana w historii. Boże Narodzenie to zapach cynamonu, blask świateł z choinki, biały puch, szelest sianka pod chlebem i ciepło kominka. Spokój i harmonia. Święta wielkanocne jeśli się w nie wczuć mają specyficzny klimat. Wszechogarniająca groza smutku. Choć wiemy że "zmartwychwstał" to siedzi w nas pomruk oczekiwania i mrowie niepewności. Łzy radości, że nasz bohater jednak nie umarł i może nas uratować. Zapach kadzidła, minorowe nuty pasyjne i żal - dla mnie to magia której pewnie już nie doświadczę.
Wybór świadomy. Z miłości do paru istnień.
Siedzi we mnie niewysłowione. Tak bym chciała móc opisać niezrozumiale dla innych i mnie samej rzeczy, które drążą we mnie korytarze zawirowań emocjonalnych. Nie jest to jednak takie proste. Mimo wysiłków i starań wciąż nie mogę porównać "uczucia" z tekstu do "uczucia" w duchu. W mojej głowie siedzi wiele języków. Rozumiem je, ale nie potrafię tej mowy przełożyć na żadną inną - zrozumiałą dla człowieka.
poniedziałek, 22 marca 2010
Maria
Najświętszy kolor twoich oczu
ogrzewany niekończącą się melodią
głosu związanego w pocałunek.
Maria podążajaca twym spojrzeniem
kolekcjonuje każde mrugnięcie sennych powiek
jak i chwile uplecione z uśmiechów i westchnień.
Gdy trącisz ją przypadkiem zamiera oddech,
drobnym maczkiem drży ptaszek w klatce piersiowej.
Perliście zakwitają jagody
pod gwiazdozbiorem jej westchnień.
Najwierniejsza myślom i słowom swego władcy
ucieka jak najdalej spod jego palców.
nie rozplątuj supełków jej wnętrzy
przerażona jawą runie aksamitnie
poprzez purpurową przepaść
Ćmę szaroprzejrzystą,
co pożądała ognistego motyla
rozwiały wiatry.
Niebotyczne pragnienia
anioły strzepują ze swych stóp.
Kto z diabłem w układy się zabawia
musi choć raz skosztować piekła.
Maria pójdzie w jego ramiona z uśmiechem
środa, 10 marca 2010
Dziwności
Dziwak to przede wszystkim ktoś kogo się nie rozumie. Często mianem "dziwnego" okteślamy człowieka, rzecz, zdarzenie itp. z którym nie zgrywa się nasz światopogląd, własny system wartości i opinie innych. Dziwak to często osoba którą naprawdę warto poznać. To intrygujące, że najchętniej siedzi sobie we własnym świecie i raczej nie z nim poimprezujesz. Ten świat może okazać się dużo bogatszy w treść i przeżycie niż np. ogniskowe pijaństwo. Zbliżając sie do takiego "osobnika" można odkryć uczucia i rzeczy które zdawały się zbędne do funkcjonowania w rzeczywistosci czy poza nią. Wyciągając dłoń to tak jakby położyć komuś nie znającemu słodyczy plaster ciepłego, świeżego miodu na spieszchnięte wargi. Obserwujący i tolerujący cię dziwak uczy się radzić sobie z realnymi problemami. Dziwak potrzebuje dużo więcej cierpliwości, troski i uwagi niż "normalny" człowiek (na normalność też istnieją pewne definicje i wcale nie różnią się tak od tych określających "dziwność"). Nie będę podawać tutaj zadnej definicji dziwaka - bo każdy ma jakąs własną, mniej bądź bardziej zbieżną z tą ogólnie przyjętą (niezdolność przystosowania się do danej grupy, problemy emocjonalne, problemy z koncentracją - tzw. "wlasny swiat", trudności w kontaktach partnerskich, itp.).
Uważam ze dziwak to osoba której zachowanie jest niegroźne aczkolwiek odbiecza czasami od norm przyjętych przez społeczeństwo - skutkiem tego jedynie nierozumiana przez innych więc czasami nieszcześliwa.
Dziekuję za dotyk życzliwej dłoni :)