niedziela, 10 stycznia 2010

o koncu świata


Niebieską trumną wierci się kawa,

przyjaciel różnych bezsenności

łyżeczkowaniem cukru, rozpusty wprowadza się zament

w smaku, piciu i życiu

gazety ryczą zapowiesciami o zmartwychwstaniu ptaka dodo

może nie zdążyć w słowotoku znaków na niebie i ziemi

promienie słońca zapowiadają bliskość godziny snu

ekranowe wróżki sprzedają winę w lenistwie Majów,

że gdyby chciało im się ryć w większym kamieniu żylibyśmy dłużej

co krok nasz żywot hucznie skracają media

i czarnoscenarzyści

myślę, ze gdyby Mona Lisa mogła coś powiedzieć

usłyszelibyśmy tylko jej śmiech

ona wie w co wierzyć

Leonardo tak rzadko sie mylił,

powiedział jej sekrety i kłamstwa

mechanizmów naszej egzystencji

tak długo będziemy w błędach

póki ona będzie trzymać na swej męskiej twarzy uśmiech

nie jesteśmy na tyle mądrzy by móc rozszyfrować kobietę

kawa stygnie i blednie pod wschodem słońca

pora skierować się zatem ku snom

i wierzę w Dodo zmartwychwstanie

i większą ilość niepotwierdzonych informacji

i kłamstwo koła fortuny

amen

wtorek, 5 stycznia 2010

Dziecko


Ring-a-ring-a-roses, A pocket full of posies;

Hush! hush! hush! hush!
We’re all tumbled down

Ring around s roses
A pocket full of poses
Ashes ashes
We all fall down


Ta dziecięca rymowanka pochodząca z XIX wiecznej anglii już od trzech lat tłucze sie w mojej głowie. Widzisz dwa warianty. Pierwszy jest pierwowzorem drugiego. Szczerze powiedziawszy to Korn'owska wersja przyparła moje uszy do tych słów i linii dźwięku im towarzyszącej. Wszystko w życiu człowieka ma swoje korzenie w jego dzieciństwie. Dziecko które widziało cierpienie i pożar do końca zycia będzie ostrożniejsze mając do czynienia z ogniem. Dziecko które złamało nogę łażąc po drzewie będzie omijać je z daleka. Dziecko które poczóło zły dotyk nie zaufa bezkreśnie niczyim dłoniom. Dziecko - gąbka która wchłania wszystko co dzieje się w jego otoczeniu. To kim się stanie zależy od każdego człowieka którego spotka na swojej drodze.

Ciekawe gdzie znajdowałabym się gdyby nie stanęła na mojej drodze. Widząc jej starania sama zaczynałam sie starać. Pełna podziwu dla wiedzy jaką posiada zapragnęłam wiedzieć to co ona. Zauważyła we mnie pewien "talent" i zasugerowała rozwinięcie skrzydeł. Mogłabym o niej pisać ... wiele. Wystukam wiec jeszcze dwa zdania. Nie mogłam trafić na lepszy autorytet. Nie mogłam mieć większego szczęścia niż spotkanie na swoim życiowym szlaku jej brata.

Będę matką. To najtrudniejsze co jestem w stanie sobie wyobrazić. Ktoś z największą uwagą będzie patrzył na moje dłonie, słuchał mojego głosu. Ja będę robić to samo. Nie wiem jak zareaguję na pytania "co to jest sex?", "skąd się biorą dzieci?", "czym jest śmierć?", "kim jest Bóg?". "dlaczego jest tak ... a nie ...?". Nie wystarczy kochać swoje dziecko. Właśnie przez ta miłość będę musiała się nauczyć bycia bodyguardem, sprzątaczką, katem, sędzią, chusteczką na otarcie łez, pluszakiem czy też każdą inną postacią. Jeszcze nie jestem na to gotowa, ale liczę się z tym że mogę wpaść w tą rolę nieoczekiwanie i wtedy będę musiała poważnie i odpowiedzialnie podejść do już nie tylko mojego życia. Będę się starać ze wszystkich sił ciała, umysłu i serca.

sobota, 2 stycznia 2010

święta



Święta, święta no i już po świętach. Jak świat szeroki i wesoły tak wiadomo, że wszystko co dobre (czyli m.in. czas wolny) szybko się kończy. Student po maratonach alkoholowych nie zdąży nawet odpocząć ba ! nie wspomnę tu wiele o regeneracji, a już mu się na głowę sypie sesja i wszystko co z nią związane (kolejny maraton alkoholowy). Tegoroczne święta były niegrzeczne i grzeszne. Jeśli skóra cierpnie na myśl i wódce to znak że pora na chwilę odstawić kieliszek. Na pokojach znany jest on jako akademicki pucharek szczęścia czyt. róg obfitości, czyt. wódka connecting people. Co się namieszało tego się już odmieszać nie da. Pasterka za pijaną kierownicą i kacem moralnym pomieszanym ze szczebiotem Kota. Wigilia z mianem najgorszego grzesznika niegodnego by zasiąść wraz ze wszystkimi przy stole... Ucieczka. Boję się siebie iż jestem niewystarczająco posegregowana by istnieć w systemie bycia człowiekiem co wie gdzie się znajduje, jak , po co i dlaczego. Zasięgnęłam nawet w tym celu porady specjalisty - psychiatry. Nie poradziłam sobie jednak ze słownością i nie poszłam na kolejną wizytę. Boję się wszystkiego co zwiazane jest z tym co dzieje się w mojej blond kłaczastej łepetynie. Stwierdziłam że nie chcę by ktoś tam zaglądał i klasyfikował objawy.

Moja głowa pełna huku i zamieszania. Alkochol wstrętny morderca rzeczy oczywistych i myśli prostych, ziemskich i realnych. Pozbawiona wielu szarych komórek powracam do tu i teraz.