
Nie byłoooooo mnie długo. Choć przyrzekłam sobie swojego czasu sumienność to nie uwzględniłam w tym tzw. "sił wyższych". Nic nie trwa wiecznie, nawet komputer. Przez miesiąc naprawiał się by móc dalej mi służyć.
Od marca działo sie wiele. Miałam kilka wybryków: 1. 2h Joging w gęstej mgle, w koszulce i spodenkach, przy 3 stopniowej temperaturze, na boso i pod silnym wpływem alkoholu. 2. Śpiewy całonocne przy akompaniamencie gitary i reszty pijanych osobników. 3. Przytulas i bieganie w pidżamie i (znów) na boso po akademiku. 4. Pozyskanie nowego parkietowego boga. 5. Poprawa fortepianowa i natychmiastowe zaległości spowodowane chorobą... Dobra dosyć tego tłumaczenia. Było... INTENSYWNIE.
Będąc rozłożoną przez grypę na łopatki bynajmniej nie próżnowałam. Nadrabiałam tracony czas czytaniem książek. Jedną z nich była chociażby "Brudna robota" Christopher'a Moore'a. Nie będę popełniać recenzji - po co, skoro ktoś zrobił to już przede mną i zrobił to w zadowalający sposób. Nie zamierzam też czynić żadnych streszczeń - to należy po prostu przeczytać. Nigdy nie poleciłabym nikomu żadnego chłamu, bo po prostu takiegoż nie czytuję, ale za tą pozycję ręczę na kolanach i z 5 gwoździami w zębach. Fabuła jest ciekawa i wciąga już na samym początku. Słynne "ciekawe co się wydarzy dalej" nie schodziło mi z myśli przez całą przygodę z "Brudną robotą". Dygresje na temat samców beta i samców alfa są genialne - w pewnym momencie polały się moje łzy szczęścia. Język paplający na kartkach jest pełen uroku, czyli siedzi w nim dużo humoru i uśmiech można z twarzy wyrywać garściami. Historia Bena (główny bohater) zawiera tak i groteskowe sytuacje jak i te przy których można się wzruszyć czy też sięgnąć po refleksję. Dużo tu fantastyki i czarnego humoru. Po mimo iż nie jestem fanką hipochondryków walczących z legendarnymi boginiami śmierci i zdychających zwierząt to książka smakowała mi wyśmienicie. Polecam całą duszą i ciałem.
Poniżej znajdują się dwie godne uwagi recenzje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz