Biegnie człowiek koleinami losu przewraca się, rani i płynie strumieniami własnej krwi co dowodem jest cielesnego życia. Sprawa rozpatrzona, zakończona, sprawa na którą sie spóźni. Nie raz i nie dwa przegapi ważne momenty. Odciśnie swe słowa na białych żaglach czyichś wspomnień. O jakże by człowiek chciał wzbić to ciało do lotu w wszechświatu połacie. Zanurzyć się w odchłaniach świadomości tej co powinna zostać pod poduszką. Może, ale się boi. Może, ale wiąże go tu coś wspanialszego acz jednako uciążliwego. Smycze na nieskończoności myśli i melodii.
Widzisz to a ślepniesz gdy wzbijamy się w kaskady bekitu, toczymy oceanami zieleni. Nie pozwalasz być motylem ciaśniej owijając kokon swymi ramionami. Nie potrzebuje twojego ciała na przyjemność, potrzebuje go na ochronę przed odczłowieczeniem, na dowód że jeszcze jest i czuje tętno pod skórą kogoś kto jest nim na pewno.
Chce a nie może. Może a nie chce.
Człowiek, najmniej szcześliwa plamka na kuli ziemskiej.
Zatańczmy czasami pod dachem gwiazd w rytm kroków stonogi, przy smyczku swierszczy w lefrektorze ksieżycy, planet, oczu co ronią deszczu kropelki.
Kochany przyjacielu, namacalna cząstko ludzkości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz