Święta, święta no i już po świętach. Jak świat szeroki i wesoły tak wiadomo, że wszystko co dobre (czyli m.in. czas wolny) szybko się kończy. Student po maratonach alkoholowych nie zdąży nawet odpocząć ba ! nie wspomnę tu wiele o regeneracji, a już mu się na głowę sypie sesja i wszystko co z nią związane (kolejny maraton alkoholowy). Tegoroczne święta były niegrzeczne i grzeszne. Jeśli skóra cierpnie na myśl i wódce to znak że pora na chwilę odstawić kieliszek. Na pokojach znany jest on jako akademicki pucharek szczęścia czyt. róg obfitości, czyt. wódka connecting people. Co się namieszało tego się już odmieszać nie da. Pasterka za pijaną kierownicą i kacem moralnym pomieszanym ze szczebiotem Kota. Wigilia z mianem najgorszego grzesznika niegodnego by zasiąść wraz ze wszystkimi przy stole... Ucieczka. Boję się siebie iż jestem niewystarczająco posegregowana by istnieć w systemie bycia człowiekiem co wie gdzie się znajduje, jak , po co i dlaczego. Zasięgnęłam nawet w tym celu porady specjalisty - psychiatry. Nie poradziłam sobie jednak ze słownością i nie poszłam na kolejną wizytę. Boję się wszystkiego co zwiazane jest z tym co dzieje się w mojej blond kłaczastej łepetynie. Stwierdziłam że nie chcę by ktoś tam zaglądał i klasyfikował objawy.
Moja głowa pełna huku i zamieszania. Alkochol wstrętny morderca rzeczy oczywistych i myśli prostych, ziemskich i realnych. Pozbawiona wielu szarych komórek powracam do tu i teraz.
Ehh... przygnębiające to, a właściwie, to zaczynam się o Ciebie niepokoić...
OdpowiedzUsuń